ROK ZA ROKIEM...

Jutro wigilia Bożego Narodzenia, ale przecież wczoraj dopiero też była... Czas, kiedy człowiek przekracza barierę pewnego wieku zaczyna jakoś niebezpiecznie przyspieszać. Wczoraj jadąc samochodem na prezentowe zakupy popadłem w filozoficzne, aczkolwiek nieco dziwaczne rozmyślania, może to kwestia ostatnich szpitalnych perypetii, a może po prostu osiągnąłem już ten wiek, brr... Otóż naszła mnie niepokojąca refleksja, że jestem zdecydowanie za połową, że przerwa dawno minęła i niechybnie zbliżam się do ostaniego gwizdka, że w trzeciej tercji pozostało mi niewiele efektywneczo czasu gry, że to już powoli refren po solówce i najwyższy czas dopisać może jeszcze jakąś zwrotkę... Gdy dotarło to do mnie po całym ciele przeszedł zimny dreszcz. Dawno nie poczułem się w ułamku chwili tak nieswojo. Ale jak to ? Przecież dopiero co wszystko się zaczęło, przecież jeszcze nic nie zrobiłem, gdzie, jak, dlaczego? Nie popadam w defetyzm, co to to nie, i mam zamiar jeszcze coś w tym grajdole nawywijać, niemniej świadomość kalendarza (mimo "smarkacza" w sercu, duszy, a zwłaszcza w głowie :) zaczyna ciążyć...

       

Komentarze